); ga('send', 'pageview');

Wędrówki po górach Europy, Alpy, Apeniny, Tatry, Pireneje, Góry Dynarskie

Mincol – 1157 m

Często przytacza się stwierdzenie „Góry nie uciekną”, rzeczywiście tak jest. Kilka razy zdarzyło się, że odpuściłem jakąś, a po latach wracam, i jest pięknie.

Tak było z Mincolem. W ubiegłym roku umówiłem się z dwoma starymi kolegami, z którymi kiedyś tam byłem w górach, że idziemy na Mincola – i co? Z powodu Covidu, zamknęli Słowację. Ze mnie taki typ, w przeciwieństwie do inż. Mamonia, co nie lubi być dwa razy w tym samym miejscu. Beskidy uważałem za góry drugiej kategorii, w sumie dalej tak jest, ale z wyjątkiem jesieni. Co roku poluję na najlepsze barwne warunki, i w miarę moich małych możliwości, staram się coś „zrobić”.

Mincol – moim mniemaniu to taka niezła podróbka Bieszczad, z takim plusem, że nie muszę jechać 180 km, a chodzi oczywiście o Mincol z Gór Czerchowskich, bo jest wiele innych pagórów o tej nazwie. Jestem przedstawicielem najbardziej znienawidzonej profesji w tym kraju, i żeby jeszcze rozsierdzić masy – piątek 15 X miałem wolne!!! Już od dłuższego czasu śledziłem prognozy, raz pokazywali deszcz, innym razem Słońce, ale już na kilka dni przed – były bardzo obiecujące.

No i nadejszla wiekopomna chwila – zabieram córkę, która też ten dzień ma wolne w szkole. Przekraczam granicę w Leluchowie – żeby nie było – formularze w internecie – wypełnione, certyfikat szczepienia – jest – ale na granicy oprócz zwężenia, nic a nic. W porannych mgłach docieram do
typowej słowackiej wsi o nazwie rodem z Ukrainy – Kyjov.

Po przepatrach w necie, kieruję się wąską dróżką obok kościoła i zostawiam auto na łące, przy zjeździe na pole. Dalej już nie było szans dojechać – bo takie uskoki w asfalcie, że tylko jeep mogły je pokonać. Powinienem widzieć przed sobą wapienną iglicę – ale na razie mgła. Asfalt prowadzi wprost na szlak, po kilometrze jesteśmy pod skałą, nawet się przebija przez mgłę. U jej podnóża znajduje się „odpocivadlo” i krzyż – pokazuje 20 minut na owy kamień – zmiana planów – pasuje podejść tam.

Parę stromych zakosów i jesteśmy mniej więcej wg czadu miejscu – w zasadzie to nie szczyt skały tylko kamienne okno z widokiem na jesiennie ubarwione buki i łagodne pagóry. Nie ma raczej opcji wyjść na szczyt – chyba, że ktoś jest Alainem Robertem lub samobójcą. Zauważam jakiś szlak, oznaczony kwadratem z czerwonym akcentem, nie trzeba schodzić, można iść na Mincol tym grzbietem. Zresztą odpalona w dole aplikacja Bergfex pokazuje możliwe ścieżki.

Więc idziemy – po niewielkim podejściu osiągamy sporą polaną, skąd widzimy w oddali, ponad mgłami Tatry oraz czubki masztów przekaźników nad Kyjovem. Idziemy dalej – las a potem wierzchołkiem o nazwie Bukova Gora (ciekawe co to oznacza po Polsku?) To kolejna polana, ale już z gorszymi widokami, tym bardziej, że za wschód – pod ostre Słońce ponad mgłą, aparat nie wyrabia. Niby jest oznaczenie szlaku – ale pokazuje ono na łąkę, bez widocznej ścieżki, korzystam z apki i idę jedną ze ścieżek – łączy się ona ze szlakiem, wybór może nie był za szczęśliwy, bo schodzimy rozmarzłym, po porannym przymrozku leśnym duktem – buty do mycia i
spodnie do prania.

W dodatku tracimy ze 100 metrów wysokości, gdy łączymy się z zielonym szlakiem na Mincol. Po czasie widzę, że należało obejść górę o nazwie Liderbarek z prawej strony, ale nie dołożyliśmy zbyt wiele drogi. Teraz dość strome podejście, na szczęście jest boczna droga w lesie, bo główna dróżka to totalne błoto. Docieramy na przełęcz, gdzie dochodzi ten nowy szlak – tutaj spotykamy jedyną osobę tego dnia z pieskiem, chyba leśniczy – jest tutaj paśnik dla jeleni.

Teraz już zielonym szlakiem, ale cały czas trzeba uważać, bo oznakowanie, ja to na Słowacji bardzo rzadkie i trzeba co chwilę konfrontować z aplikacją, żeby nie pójść niewłaściwą ścieżką. Co jakiś czas tablice edukacyjne, generalnie to też szlak rowerowy aż do Muszyny chociaż nie widzę możliwości podjazdu w niektórych miejscach. Docieramy do kolejnej polany z porządną utuliną, miejscem na ognisko i ujęciem wody. Zamiast iść szlakiem, wybieram skrót – po niedługim, stromym podejściu
osiągamy wreszcie połoninę szczytową.

Teraz można udawać, że jest się w Bieszczadach – kolory te same, ale widoki
inne – bo nad morzem mgieł mamy Tatry, Kralovą Holę i Góry Lubowelskie, w drugą stronę Beskid Niski, ale nad chmurami tylko Cergowa i Busov oraz Góry Czerchowskie. W oddali wiele innych pasm,między innymi Wyhorlat i Bieszczady, ale są ponad 70 km stąd. Najlepsze miejsce widokowe to wierzchołek z krzyżem i ławeczką – gdyby nie ostry, zimny i przenikliwy wiatr, można by tu siedzieć nawet i dwie godziny, podziwiając panoramę. A i tak spędzam tu sporo czasu, potem przechodzę na właściwy top Mincola –
z obeliskiem upamiętniającym jakiś tam zjazd turystyczny.

Stąd widok gorszy, bo część zachodnia zarośnięta. I to byłoby na tyle opisu, zejście już cały czas szlakiem, no może na przełęczy pod Mincolem, dzięki aplikacji, szybko zauważyłem, że idziemy źle i wróciłem przez borowinę na
szlak – praktycznie brak oznakowania na szlak zielony. No i przy zejściu spotkanie ze śmierdzącym jeleniem (w czasie rui śmierdzą jak spocony koń, coś w stylu smrodu fasiągów nad Moko, ale gorszy).

Muszę stwierdzić, że szlak piękny, dodatkowego smaczku dodaje Sokolova skala na początku, a dodatkowo możne jeszcze zejść do wsi Kamenica, gdzie na wapiennych ostańcach są ruiny starego zamku. No i jeszcze jedna ciekawostka szczytu Mincol nie widać praktyczna przez cały szlak, nawet ze wsi Kyjov. Na całość przejścia wystarczy spokojnie 4 godziny, ale przy ciepłej pogodzie warto mieć więcej czasu, partie szczytowe to wspaniałe miejsce na piknik z widokiem na połowę Słowacji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

6 + 3 =