); ga('send', 'pageview');

Wędrówki po górach Europy, Alpy, Apeniny, Tatry, Pireneje, Góry Dynarskie

Muttler – 3294 m

To najwyższa góra małej alpejskiej grupy Samnaun. Jej nazwa pochodzi od miejscowości leżącej u jej podnóża. Dodatkowo jest to również strefa wolnocłowa. Będąc tam, można, a na wet trzeba dotankować pojazd do pełna. Paliwo po 1 Euro – takie ceny to ja rozumiem. Wyjazd z kempingu w Pfunds to zarazem skrzyżowanie, którym udajemy się do tej małej szwajcarskiej wsi. Trasa typowa, serpentyny, tunele i oczywiście roboty drogowe. Ale po kilkudziesięciu minutach jesteśmy na miejscu. Jeszcze trzeba znaleźć parking, w sumie łatwo, bo widoczny u wylotu doliny.

Na razie spokój, tylko jedna para budzi się w małym vanie. Już stąd widać piramidalną sylwetkę naszego celu. Czas wyjścia wg szlakowskazu – 4 godziny. Okazało się że jest dość wyśrubowany. Na razie podążamy piękną doliną Val Maisas, zamkniętą szczytami Muttler i bardziej przykuwającym uwagę – Stammerspitz. Punkt startowy jest na wysokości około 1800 m n p m, a cel prawie 3300. Więc w pionie mamy do przebycia koło półtorej kilometra.

Nie ma końca moich ochów i achów nad urokiem doliny. Warto w Alpy jechać w pierwszej połowie lipca, kiedy to rododendrony przejmują władzę na stokach. Jest po prostu ich wybuch. Ścieżka bez żadnych trudności, dogania nas niemiecka para. I tyle ludzi na razie. Trasa odbija w lewo, już bardziej stromo. Powoli pniemy się w górę. Ruszyliśmy gdzieś o 8.20, a po dwóch godzinach jesteśmy nad Rotes Seeli. To małe jeziorko, czasem zabarwione na czerwono, od występujących w nim alg. Dziś jednak ma kolor po prostu wody. Zrobiliśmy 1000 metrów przewyższenia, pozostaje jeszcze 500, ale za to jakie. Jednostajnie nachylony stok, pokryty dachówkowatymi łupkami.

Podejście nie należało do przyjemnych. Chyba daje mi w kość wysokość, bo jakość nogi nie chcą ciągnąć. Ide sprawdzonym sposobem – małych celów, teraz do tego kamienia, do tego kopczyka. Itd. Wierzchołek osiągam gdzieś o 12.45 – czyli prawie pół godziny po czasie ze znaków. Ale niemiecka para, która nas wcześniej mijała wymiękła w połowie podejścia, co może świadczyć, jakie jest wycieńczające. Na szczycie mamy dwójkę Włochów. Widoczność niezła, panorama bardzo rozległa – na południu Masyw Ortlera – przychmurzony, na wschód Alpy Ötztalskie, na zachód Silvretta, Sesvenna i daleko Bernina – też w chmurze. A na północ Samnaun i Vervall. W oddali daje się nawet zauważyć Zugspitze. Zagaduje nas Niemiec – który dotarł tu tuż za nami. Na oko ma gdzieś 75 lat, a tempo lepsze od naszego. Widać, zna Alpy bardzo dobrze, razem ogarniamy panoramę. Przyjechał tu dzisiaj z Monachium, gdzie mieszka.

Zimny wiatr trochę dokucza, więc na szczycie jesteśmy krócej, niż zakładaliśmy. Teraz czas na zejście niewygodnymi łupkami, miejscami leży jeszcze śnieg, który spadł parę dni wcześniej. Wreszcie docieramy do przełęczy, gdzie jest cieplej i można zrobić „popas”. Znów dogoniliśmy Niemca, z którym tak będziemy się mijać do końca.

Żeby urozmaicić zejście, kontynuujemy inną trasą, przez tzw. Schwarzwand, rzeczywiście jest tutaj czarna ściana i charakterystyczny rów grzbietowy. Widać, że powoli góra się urywa, kiedyś może być z tego lawina. Stromo, przez łąki schodzimy do miejsca złączenia się szlaków i już do Samnaun. Tam odwiedzamy sklepy, ale ceny wcale nie wolnocłowe, jedynie tańsze alkohol i paliwo. Sprzęt turystyczny natomiast w cenach szwajcarskich, czyli nie na moją kieszeń.

Muttler jest bardzo piękną alpejską trasą, szczególnie dla miłośników przyrody, spokoju i rozległych panoram. Jedyne, czego może tu brakuje, to bliskości lodowców, ale pewnie za kilkanaście lat, to będzie ogromna rzadkość w Alpach, tak szybko topnieją.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

+ 35 = 43