); ga('send', 'pageview');

Wędrówki po górach Europy, Alpy, Apeniny, Tatry, Pireneje, Góry Dynarskie

Magura Witowska – 1232 m

Ferie, więc wypadało by zrobić jakąkolwiek trasę górską. Jak zwykle poluję na pogodę. Wybór pada na Magurę Witowską. Jadąc dobrze już znaną trasą, niespodzianka – za Dębnem nowa, piękna droga omijająca Waksmund i inne miejscowości, niestety, przez Nowy Targ trzeba się przebić. Niby środek lutego, ale śniegu brak.

W Witowie szukam miejsca, aby pozostawić auto. Wg map widziałem plac, gdzie ściągane jest drewno, ale nie nadaje się. Okrutne błoto i trwa tam zwózka. Wracam do Witowa i zostawiam wóz na parkingu pod wyciągiem, dziwnie wygląda biały język śniegu na stoku, gdzie jest sama trawa.

Trzeba dołożyć ok. 1 km, aby wbić się na początek szlaku. Kawałek dalej jest w sumie mały, przydrożny postój na 3- 4 auta. Szlak zaczyna się właśnie w miejscu składu drewna, Początek to betonowe płyty, trochę zabłocone, ale i tak lepiej, niż iść gliniastym wąwozem. Na razie mgły, i nie jestem pewien, czy prognoza się sprawdzi.

Bardzo ciepło, idę w samej bluzie, kurtka do plecaka. Po około kilometrze beton się kończy i zaczyna się walka z błotem. Na szczęście wyżej jest jeszcze trochę śniegu, więc jako-tako brniemy w górę. Gdyby nie te warunki, byłaby to świetna propozycja na lajtową wycieczkę z dziećmi, a tak, to mamy pewne pranie spodni i czyszczenie butów po powrocie. Żeby tylko nie wpaść w bajoro.

Ciekawe, czy kiedykolwiek w roku jest tu sucho. W jednym miejscu gubimy szlak, zasięgu nie ma, żeby sprawdzić mapę, ale przechodzimy lekko w prawo i jest oznaczenie. Docieramy najpierw na łysy Przysłop Witowski, skąd już rozpościera się ładna panorama Tatr, chociaż częściowo we mgle.

Świetne miejsce na piknik, w oddali od tłumów. Widok sto razy ładniejszy niż z Gubałówki, jedno z ostatnich, mało znanych miejsc u podnóża Tatr, boję się, że jakiś Instagramowiec je odkryje i będzie tu znów masówka.

Teraz idziemy prawie płasko grzbietem i lekkie podejście na Magurę Witowską, skąd jeszcze szersza panorama. Sam szczyt jest już po stronie słowackiej, mamy ławeczki. Cóż chcieć więcej – tylko sesja foto i posiłek. Pod nosem mamy Dolinę Cichą, Orawice i Osobitą. Piękną panoramę Tatr Zachodnich, a zza Giewontu wyłania się Świnica.

Po godzinnej sielance w lutowym słońcu czas na zejście, oczywiście walka z błotem. Szlak dla każdego, pod warunkiem, że nie zależy mu na utrzymanie nowiutkich butów w nieskazitelnej czystości.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

+ 37 = 46