); ga('send', 'pageview');

Wędrówki po górach Europy, Alpy, Apeniny, Tatry, Pireneje, Góry Dynarskie

Qafë Thorë – 1 685 m

Qafe e T’thores czy pod albańsku Qafë Thorë, to nazwa przełęczy na bardzo popularnej ostatnio drodze prowadzącej do wioski Theth. Będąc na wakacyjnym plażowaniu w Albanii, chciałem zobaczyć chociaż kawałek tego kraju. Wypożyczyłem więc na 1 dzień samochód, chcąc właśnie dojechać w to miejsce. Od niedawna jest tam asfaltowa droga. Oczywiście, gość, który miał mi dostarczyć auto spóźnił się, tłumacząc, że miało być na 9.00. No cóż, zasiadam do leciwego Opla Meriva. Stan, powiedzmy taki sobie. Załadowałem wcześniej z Wi-Fi mapę google. Rezerwowo mam 500 MB transferu z T-Mobile. Jest taka opcja właśnie w Albanii, dzięki której nie zbankrutujemy korzystając z danych komórkowych. Inne nasze sieci nie mają takiej opcji.

Wyruszam w drogę, co nie jest wcale takie oczywiste. Jazda po albańskich jezdniach to wcale nie przelewki. Kierowcy tutaj jeżdżą, jak chcą, wyprzedzanie na trzeciego czy włączanie się do ruchu nie stosując się do pierwszeństwa to tutaj normalka. Jadę jak najspokojniej, staram się nie wyprzedzać. W sumie nie jest aż tak źle. Z szosy szybkiego ruchu Albania wygląda wcale nieźle, domu murowane, samochody – takie późne lata 90-te. Jedynie trawa wszędzie stara, nie wykoszona, ale maskuje ona śmieci. Zastanawia mnie obecność niezliczonej liczby stacji benzynowych. Są nawet po trzy jedna przy drugiej, z za kilometr – znowu. Cena paliwa wysoka, coś około 6 zł/ litr.

Tankuję moją brykę, chciałem zapłacić w ichniejszych lekach, to właściciel przeliczył z ceny w Euro i wyszło jeszcze drożej, niż bym płacił właśnie w E. Macham ręką i jadę dalej. Skupiam się na krajobrazie. Pierwszym ciekawym miejscem jest miasto Lezha, z dominująca nad nim górą oraz twierdzą. Dalej kierujemy się na Szkodrę, która wygląda bliźniaczo – też podobna twierdza o nazwie Rozafa. O ile dziwne rozjazdy w Lezhe pokonałem bezboleśnie, to w Szkodrze zawaliłem zjazd na rondzie. Zresztą przejazd przez rondo to walka o życie, nawet na nim są zaparkowane samochody, każdy jedzie jak chce. Muszę zawrócić i robię to po albańsku – po prostu bezpardonowo wpycham się pod koła innemu pojazdowi. W Polsce pewnie by mnie wyklaksonowano i pokazano środkowy palec, lecz tutaj odbyło się to be żadnych konsekwencji.

Wreszcie mijam Szkodrę, po prawej pojawiają się zębate granie Gór Północnoalbańskich, czy jak je zwą Czarnogórcy – Prokletije. Po lewej jest Jezioro Szkoderskie, ale kompletnie niewidoczne. W Koplik odbijam na wąską dróżkę, ale nadal asfaltową wprowadzającą wgłąb tych gór. Teren robi się pusty i dziki. Ale nagle mamy ogromną ogrodzona budowlę – więzienie z motywującymi napisami w języku angielskim typu „Stay Strong – One Day Closer”. Kiedyś na tej drodze albański autostopowicz zamordował czeską parę, a samochód zepchnął w przepaść.

Zawieszenie mojego Opla pozostawiało wiele do życzenia, z przodu coś niemiłosiernie się tłukło, co na wyboistym asfalcie nie było fajne. Ale uparcie jechałem dalej, mimo sprzeciwu żony. Mijamy małą wioskę Boge, a droga wydaje się nie mieć końca, zagłębiamy się całkowicie w Alpy Albanskie. Krajobraz intrygujący, Skaliste, wysokie szczyty przekraczające 2000 m, duże wysokości względne, bo Szkodra leży prawie na poziomie morza. Szerokość asfaltu na jedno auto, ale na szczęście ruch mały, jeżdżę przeważnie jeepy wynajęte jako safari do Theth.

W jednym miejscu na środku rokraczył się gość ze starą ciężarówką, w której zmieniał koło. Ledwo się zmieściłem. Teraz już mamy wspinaczkę i serpentyny. No i jesteśmy na przełęczy. Koniec asfaltu. Stoi tu gość, oferujący zjazd swoim jeepem do Theth, my jednak chcemy tylko tu pofocić i wracać do hotelu. Podchodzę trochę powyżej przełęczy, skąd mam rozleglejszy widok – głownie grupa Radohimes i dolina do Theth. Wspaniałe miejsce na wędrówki górskie, jednak nie przy tym typie wakacji, jakie mam teraz.

Jeszcze zjeżdżając zatrzymuję się przy platformie widokowej na Dolinę Boge. Kolejny punkt to jezioro – Po południu w Szkodrze już mniejszy ruch, więc mijam ją bezproblemowo. Pokonuję most w prawo i zatrzymuję się przy restauracji z ładnym widokiem na akwen. W oddali mamy Prokletije. Chciałem jeszcze podjechać na twierdzę, ale wąziutka droga i brak możliwości zaparkowania uniemożliwiły to. Jakimiś niewiarygodnymi manewrami udaje mi się zawrócić i zjechać na drogę główną. Teraz już powrót do hotelu.

Szkodra to chyba najlepsze miejsce w Europie na urlop, pod warunkiem, że się ucywilizuje. Po pierwsze śródziemnomorski klimat, po drugie – czyste i ciepłe jezioro. po trzecie 8 km do morza, po czwarte – w odległości do 20 km góry formatu Tatr czy Alp. Może kiedyś powędruję tutejszymi szlakami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

− 2 = 1