); ga('send', 'pageview');

Wędrówki po górach Europy, Alpy, Apeniny, Tatry, Pireneje, Góry Dynarskie

Gebel Musa – 2285 m

Głównym celem jednodniowych wycieczek na Synaju jest klasztor św Katarzyny, i tam w międzynarodowym towarzystwie udajemy się nazajutrz. Oprócz naszych krajan, mamy ze sobą dwóch Brazylijczyków i dwie Egipcjanki.  Ponad stukilometrowa droga też dostarcza pięknych widoków. Po raz pierwszy widzę fragmenty piaszczystej pustyni, z fantazyjnymi kształtami skał formowanych przez wiatr na spółkę z piaskiem. Taki proces określa się jako korazję. Oczywiście po drodze mijamy kilka posterunków policyjnych, a przed samą Świętą Katarzyną kontrola jest jak na granicy – sprawdzane paszporty. Na jeden z nich bojownicy ISIS przeprowadzili atak w 2017 roku.

                Przy drodze widzimy czasem wielkie banery z wizerunkiem prezydenta Abd al-Fattah as-Sisiego, zachęcającego do odwiedzenia tego kraju. Trzeba przyznać, że robione jest dużo, w celu zapewnienia bezpieczeństwa. Prawdziwym ciosem dla regionu był zamach bombowy na rosyjski samolot startujący z Sharm w roku 2015. Ilość przyjeżdżających osób drastycznie spadła.

Kierowca parkuje busa i dostajemy beduińskiego przewodnika, taki jest tutaj obowiązek – wynik umowy tej grupy etnicznej z rządem. Dawniej wiedli oni koczowniczy tryb życia, teraz jedynie 1% kultywuje tradycję. Nierzadko ich zajęcia nie są zgodne z prawem – przemyt broni czy okup. Ale część z nich została przewodnikami obsługującymi ruch turystyczny. Niestety, widać, że nie dbają zbytnio o uzębienie. Każdy napotkany Beduin miał żółte zęby, często w niezbyt dobrym stanie. Ubrani tradycyjnie, z nakryciem głowy, tzw. arafatką i szatą do ziemi.

                Osaczają nas dzieci z wyuczonym sloganem „One dolar for school”. Gdy daję jednemu z nich banknot, zjawia się kilkoro innych. Dostają też od pozostałych uczestników po jednym i jakoś udaje się nam od nich uwolnić.

                Przed dróżką do głównego zabytku znów bramka wykrywająca metal. Najpierw jesteśmy oprowadzani jesteśmy po klasztorze. To najstarszy, działający bez przerwy chrześcijański klasztor na świecie. Wybudowano go w miejscu uważanym za to, w którym Mojżeszowi ukazał się Anioł Pański w postaci gorejącego krzewu.  Mężczyznom nie wolno wchodzić w krótkich spodniach, a kobietom bez nakrycia głowy i odsłoniętymi ramionami, chociaż aż tak restrykcyjnie nie jest to sprawdzane. Pierwsze ważne miejsce to studnia Mojżesza, przy której spotkał swoją żonę – Seforę. Tuż obok jest gorejący krzew. Jako gatunek to jeżyna krwista. Czasem nieświadomi turyści robią sobie zdjęcie z innym małym drzewkiem, znajdującym się tuż obok.

                Potem przechodzimy do Kaplicy Krzewu Gorejącego. Nie wolno w niej robić zdjęć i obowiązuje absolutna cisza, chociaż znajdujący się tam Ukraińcy niewiele sobie z tego robią. Ale i tak są uprzywilejowani, bo jako wyznawcy grekokatoliccy, mogą wejść dalej.

Po klasztorze czeka nas droga na Górę Mojżesza, zwaną inaczej Góra Synaj. Wg judeo-chrześcijańskiej tradycji, to na niej Mojżesz otrzymał tablice z dziesięcioma przykazaniami. Oczywiście, nie jest to potwierdzone, niektórzy uznają, iż miało to miejsce w nieodległej Arabii Saudyjskiej.

                Najczęściej pielgrzymi wychodzą nocą i czekają na wschód Słońca. Jest jednak kalendarzowa zima, więc nie bardzo nam się uśmiecha czekanie w mroźnym wietrze na taki widok. Zaletą dziennego wejścia jest to, ze jesteśmy na razie jedyną grupą i nie ma dzikich tłumów. W sezonie idą tysiące pielgrzymów, a na szczycie panuje niemiłosierny tłok.

                Nasz przewodnik wybiera tzw. ścieżkę wielbłądzią – dłuższą, ale łatwiejszą. Przewidziany czas to 3 godziny. Można wybrać krótszą, ale trudniejszą, wykutymi w skale tzw. Schodkami Pokutnymi – jednak wśród uczestników nie ma takiej woli. Jak sama nazwa wskazuje, idą z nami Beduini wielbłądami, licząc na to, że ktoś nie wytrzyma trudów wędrówki i za niemałą opłatą zdecyduje się na jazdę na tym pustynnym zwierzęciu. Nikt jednak nie skorzystał. Sam nie wiem, co byłoby większym wysiłkiem – podejście pieszo, czy jazda wierzchem. Gdzieś po dwóch godzinach łatwa trasa robi się trudniejsza, już nie dla wielbłądów – to 750 schodów wprowadzających wprost na szczyt. Kilka dni temu spadł tutaj śnieg! Teraz widać jego resztki, z czego skrzętnie korzystają tutejsze psy – zajadając się nim. Tu poniżej szczytu znajduje się jedyna w okolicy studnia i ponoć tysiącletni cyprys.

        Wierzchołek jest szeroki z dwoma kaplicami na szczycie. Mamy stąd też widok na najwyższe wzniesienie  Egiptu –  Górę św Katarzyny. Na niej też znajduje się kaplica, poświęcona imienniczce. Dookoła pustynne góry, a w oddali piaszczyste płaskowyże Synaju. Rezygnujemy z dwugodzinnego czekania na zachód Słońca. Zaraz, gdy chowa się ona za szczyty robi się momentalnie nieprzyjemnie chłodno. Na własnej skórze doświadczam czegoś – co określa się mianem duża dobowa amplituda temperatury. Zejście trwa coś około 2 godziny, zachód napotyka nas już blisko klasztoru – otaczające wzniesienia nabierają jaskrawo czerwonego zabarwienia. Już po ciemku wracamy do hotelu

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

4 + 2 =