); ga('send', 'pageview');

Wędrówki po górach Europy, Alpy, Apeniny, Tatry, Pireneje, Góry Dynarskie

Ihla – 1383 m

1 maja, więc trzeba uczcić święto. Po śniadaniu wyruszam na Słowację, chociaż jeszcze do końca nie wiem gdzie. Jest parę pomysłów, najbardziej prawdopodobny to Góry Lewockie. Jeszcze nie byłem w tym paśmie.

Nie ma zbyt wielu informacji, na jego temat. W czasach socjalistycznych było ono zamknięte, ponieważ stacjonowały tam rosyjskie (sic!) wojska i bawiły się tam w poligon pancerny. Jadąc w Tatry, za Starą Lubownią zawsze widziałem je po lewej stronie, nie wyglądały zbyt zachęcająco, wręcz nawet odpychająco, a to za sprawą rabunkowej wycinki na wierzchołkach.

Ma to też swoje pozytywy, w postaci widoków, niczym nie przesłanianych. Więc plan – Cierna Hora – najwyższy szczyt – wpisuje w GPS wioskę Jakubany, ale po czasie okazuje się, że nici z tego. Lubownia zamknięta, bo mamy dziś Karpacki Wyścig Kurierów.

Zawracam, i już myślę o alternatywie, może Veterny Vrch w Magurze Spiskiej? Ale przypomniałem sobie, że można wyjść na górę Ihla. Zatrzymuję się w Hniezdnym, sprawdzam w aplikacji – kierunek – wioska Majerka.

Zagłębiam się w jedne z największych słowackich zadupi. Cygańskie osady wyglądają jak po przejściu frontu wojennego. Aż dziw, że jestem na terytorium kraju członkowskiego UE. Niepotrzebnie przejżdżam na koniec wsi, należało wcześniej odbić w lewo. Obok mnie parkują dwa polskie auta, turyści rowerowi – mają poważne obawy o bezpieczeństwo swoich pojazdów, zostawionych obok starego słowackiego PGR-u.

Ja wracam i trafiam na właściwą dróżkę. Jadę, dopóki nie ma znaku – zakaz ruchu. Zostawiam maszynę na poboczu, i sprawdzam – odległość 4,5 km na szczyt, podejścia – 550 m. Nie ma tu żadnego szlaku pieszego, są szlaki rowerowe – całe góry są poprzecinane gęstą nitką dróg leśnych i post-poligonowych.

Ja spaceruję wąską asfaltówką, obok wielkiej bobrzej żeremi. Po około 0.5 km odbijam w lewo na drogę leśną. Teraz gdzieś 40 minut nudy, mozolne podejście w sosnowym lesie. Las nie podoba mi się, monotonny, mocno zdewastowany przez wyrąb, drzewa też nie wyglądają zdrowo. Przypomina to trochę Góry Izerskie po kwaśnych deszczach.

Cały czas konfrontuję trasę z aplikacją, w innym razie, można pójść nie tą dróżką. Pierwszy punk orientacyjny – paśnik i zdezelowana ambona. Później już większa polana, wypasiona chatka leśników, kolejny paśnik. Sąd już widać cel, piramidę Ihli. Od strony północnej to uschnięte trawska z wykrotami, od południowej – porośnięta lasem.

Odtąd już nie można się zgubić, droga idzie praktycznie wa wprost, ostatni odcinek dość stromy, moje 50 letnie nogi i płuca już to odczuwają. Pogoda taka sobie, typowa majowa „parówka”, z mleczną przejrzystością powietrza, nawet kropi, ale nie poprawia to widoczności.

Na szczycie jest ławeczka, widok na Tatry ładny, Kralowa Hola – ledwie widoczna. Wprawne oko zdoła dostrzec na północy Trzy Korony. Cierna Hora niby rzut beretem stąd, ale jakoś nie mam motywacji. Gdyby pogoda była ładniejsza…

Po chwili dociera trzyosobowa grupka rowerzystów – oczywiście z Polski. Jeszcze później widziałem jednego motocrossowca – i to tylu turystów byłoby na dziś. Całkiem fajne miejsce na górską posiadówkę. Pozostało zejście, rzadko to robię, ale żeby sobie urozmaicić dreptanie, odpalam najnowszą płytę Marillion i podśpiewując pod nosem dość szybko docieram do samochodu.

Góry Lewockie – podsumowanie. Dla kogo – lubiących samotność na szlaku, dla rowerzystów – jedne z najlepszych pasm. Same góry, dla mnie brzydkie, ale widoki z nich – rozległe, na pewno przy lepszej widoczności zrobiłyby większe wrażenie – Widać Tatry i Niżne Tatry w dość ciekawej perspektywie. Nie polecam po ulewie, bo szlaki będą wybitnie błotniste, ja miałem takie szczęście, że dzień wcześniej nie padało, i glina była sucha.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

− 8 = 1