); ga('send', 'pageview');

Wędrówki po górach Europy, Alpy, Apeniny, Tatry, Pireneje, Góry Dynarskie

Haj i Spisski Hrad – Drevnik 559 m


Dzięki projektowi Comenius poznałem zakątki Słowacji, które nie były w żadnych moich planach. Jadąc na Węgry, przecinamy Słowację trasą: Muszynka – Presov – Kosice. Szukałem więc ciekawych miejsc, znajdujących się pod drodze, gdzie można się na chwilę zatrzymać.

Pierwszym z nich był Spisski Hrad – to największy zamek Słowacji i jeden z największych w Europie Środkowej – ponad 4 hektary. Wzniesiony jest na skale przewyższającej okolicę o około 200m. Rzeczywiście, trudno do niego nie trafić, po przejeździe tunelami autostrady widoczny doskonale.

Podjeżdżamy drogą ile się da, w lecie można pod sam zamek, teraz jednak ogromne koleiny i oblodzenie nie pozwalają ujechać zbyt daleko.

Podchodzimy pod zamek i dalej do wejścia, niestety, jak to często bywa na Słowacji, zamek nieczynny, patrzymy tylko przez bramę na dziedziniec i schodzimy w dół. Podchodzę na punkt widokowy – wzniesienie, z którego ładnie widać okolicę, w dole Spisskie Podhradie, zamek w całej okazałości, a tło dla niego stanowią łagodne wzniesienie Gór Lewockich i Braniska, a za nimi strzępią się Tatry Wysokie, bardziej na zachód ośnieżona Kralova Hola, chociaż dziś słabo widoczna.

To wzniesienie nazywa się Drevenik i ma wysokość 559 m. Warto się na nie wybrać, parę minut spacerku a widok bardzo ładny.

Wracamy do auta i mamy dość dużo czasu, bo przyjąłem w kalkulacji zwiedzanie zamku, a takowego nie było. Dlatego też jedziemy do Słowackiego Krasu – w poszukiwaniu Hajskich Wodospadów.

W internecie bardzo mało o nich pisze, wiem o nich jedynie z Google Earth. Za Koszycami mamy widok na Kojsovską Holę – przypominającą trochę Kralovą Holę – tak samo rozłożysta i tak samo ze śnieżną halą, ale ponad 500 m niższa. Dalej już rozpoznaję zręby Słowackiego Krasu, Turnianski Hrad, tym razem skręcamy na wieś Haj – typowa cygańska osada i dalej wąską asfaltówką w górę, szukając owych wodospadów. Szlak jest, samochód zatrzymuje się i wysiadamy. Idziemy drogą obok potoku, w oddali słychać szum.

Wreszcie jakiś znak pokazuje na dolny wodospad. WArto było, bardzo malowniczy, troszę przypomina wodospady w Plitvicach, bo płynie między korzeniami drzewa. Paręnaście metrów wyżej są kolejne, chyba jeszcze ładniejsze.

Tak więc udało się po drodze zaliczyć całkiem ładne miejsca, więc opłaciło się. Są to fajne propozycji krótkich wycieczkę – dla rozprostowania kości przy dłuższej trasie – powiedzmy – gdy ktoś jedzie do Budapesztu czy Hajduszobloszlo.

Dalej już udajemy się na Węgry, drugi raz widzę wzniesienia Aggteleki i tutejsze cygańskie wioski. Fajny teren, jak na moje oka, na wycieczki rowerowe i oczywiście fajnie by było zwiedzić słynne jaskinie Aggteleki. Ale nie tym razem.

W czasie pobytu na Węgrzech oprócz pracy w projekcie odwiedziliśmy kilka miejsc do zwiedzania: po pierwsze najmniejsze ZOO na Węgrzech usytuowane w Jaszbereny. Dość kameralne, nawet można niektórych zwierząt dotknąć, np. surykatek. Pokazali nam też starą farmę, typową dla tego kraju, szczerze mówiąc nie zrobiła na mnie wrażenia, chętni mogli pojeździć sobie konno. Dla mnie trochę za duży nieporządek, dla dzieci z miasta mogła to być atrakcja, Później przejechaliśmy z Jaszbereny do Hajduszoboszlo, gdzie  mieszkaliśmy w hotelu SPA, z własnymi basenami. Ciekawym doświadczeniem była kąpiel na wolnym powietrzu w czasie kalendarzowej zimy. Byliśmy tez w rezerwacie węgierskiego stepu – Hortobagy. Ogromne, bezkresne równiny, teraz podmokłe, stanowią idealne miejsce życia dla ptaków, jest tutaj ładne muzeum z prezentacją tutejszej przyrody  tych ziem oraz szpital dla ptaków. W sumie warto było zobaczyć te terenu, coś innego, można było poczuć styl i warunki życia hajduków. Mimo, iż byłem tutaj wcześniej, nie zwiedzałem tych terenów.