); ga('send', 'pageview');

Wędrówki po górach Europy, Alpy, Apeniny, Tatry, Pireneje, Góry Dynarskie

Muntische – 2605 m

W roku 2025 wyjazd w Alpy dość cię komplikował. Stały kompan podupadł na zdrowiu, dodatkowo pogoda była beznadziejna. Z początkowych planów odwiedzenia Alp Glarneńskich i Appenzellskich nic nie wyszło. Podróż odwlekałem w czasie, aż dwa tygodnie. W końcu można powiedzieć, że nie wytrzymałem i skierowałem się w jedyne miejsce z dobrymi prognozami – Dolinę Aosty.

Ale trzeba jakoś tam dojechać – to prawie 1600 km, za duża dla mnie na raz. Ekipa nietypowa – bo własna córka i córka szwagierki. Podróż postanowiłem rozbić na dwa etapy. Pierwszy dzień – do Pfunds w Austrii – tam nocleg na znanym już kempingu z roku 2019. Oczywiście, w czasie drogi padało, ale na miejscu pod wieczór przejaśniło się, więc namiot rozbijaliśmy „na sucho”.

Następny dzień powitała nas piękna pogoda, ale też niezły ziąb – około 4 stopnie C. Sprawdzam prognozy, czy przypadkowo się nie poprawiły. Niestety – tylko pól dnia dobrego, więc realizuję dalej plan – przejazd do Włoch, ale po drodze plan – coś szybkiego z wysokiej przełęczy w Szwajcarii.

Przejazd najpierw doliną Mustair, a potem Górnej Engandyny zawsze stanowi górską rozkosz. Nie wiem, czy to nie najbardziej ulubiona moja droga w Alpach. Krystaliczna przejrzystość powietrza – mały ruch, marzenie.

W miejscowości La Punt Chamues obijamy w prawo, na serpentyny prowadzące w stronę przełęczy Albula. Po drodze mamy roboty drogowe i dość wąskie przeciskanie się obok maszyn drogowych. Szybko zdobywamy wysokość i zatrzymujemy się na małym postoju – naszym punkcie wyjściowym.

Zimno, prawie mróz, wyższe szczyty wyglądają pa polukrowane świeżym śniegiem. Korzystając z mapy.com trafiamy na mało widoczną ścieżkę. Przy okazji rozkładam na samochodzie namiot, aby wysechł z nocnej rosy.

Dróżka bardzo błotnista, i to chyba jedyna trudność jaka jest na tym „trailu”. Startując z wysokości około 2100 m, mamy do podejścia zaledwie 500 m, czyli tak powiedzmy godzinka, z lekkim haczykiem – bo czas wydłużają sesje foto – a to krowy, a to świstak, a to kwiatuszki. Docieramy na przełęcz Gualdauna. Tutaj mamy maleńkie jeziorko.

Szybki snickers i przechodząc pod pastuchem, trochę bardziej stromy odcinek podejścia na wierzchołek. Otwierają się widoki na Dolinę Górnej Engandyny, Piz Kesch, przełęcz Albula, Alpy Livigno. Ale najciekawiej wygląda popudrowany Piz Uertsch. Szczyt łagodny, trawiasty – idealny na piknik. W oddali majaczą lodowce grupy Bernina, jednak najwyższe części zasłaniają niskie chmury. Odsłoniły się szczyty Sella i prawie cały Piz Palu.

Po dłuższej chili na topie, przyszedł czas na zejście, jeszcze „zaliczamy” samochodem samą przełęcz Albula, widoki z niej takie sobie, wielkie słupy energetyczne skutecznie szpecą pejzaż. Jadąc w stronę Włoch jeszcze szybciutka wizyta w Soglio, z widokiem na grupę Piz Badile, też tonącego w obłokach. Sam podjazd do wioski to bardzo wąskie serpentyny, na których miałem „przyjemność” mijać się z autobusem pocztowym.

Wycieczka na Muntische to idealna „popołudniówka” a nie porządna tura górska, nadaje się nawet dla małych dzieci. Idąc dalej tym szlakiem można zdobyć trzytysięczny szczyt Piz Blaisun lub troszkę dalej Igl Kompass – też 3K.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

+ 3 = 13