); ga('send', 'pageview');

Wędrówki po górach Europy, Alpy, Apeniny, Tatry, Pireneje, Góry Dynarskie

Punta della Valletta – 3090 m

Jest to jeden ze szczytów, na który bardzo chciałem wejść. Głównym powodem był widok na rejon Gran Paradiso – dla mnie jeden z bardziej malowniczych w Alpach.

Punkt wyjściowy to stacja narciarska – Pila, do której prowadzi typowa alpejska droga, z licznymi serpentynami. Wznosi się ona ponad głównym miastem rejony – Aostą.

Zdobywając samochodem wysokość, po drugiej stronie doliny wyłania się, jak to powiedziała współtowarzyszka wyjazdu – potęga – masy Grand Combin, pokryty świeżym śniegiem.

Docieramy do Pily, są to ogromne inwestycje w infrastrukturę narciarską, ogromne betonowe konstrukcje, przypominające bardziej bunkry, jedziemy nawet betonowym tunelem w budynku i docieramy na parking – darmowy. Godzina startu 9.00.

Mimo, że jesteśmy prawie na 2000 m, mamy tu jeszcze las. Są to najwyżej rosnące drzewostany w Alpach. Trudno tutaj szukać typowych szlaków, poruszamy się trasami narciarskimi, ale żeby skrócić idziemy na przełaj łąkami, obok gospodarstwa pasterskiego.

Na horyzoncie wyłonił się masyw Mont Blanc, na razie bardzo dobrze widoczny, ale z czasem zaczęły się tam tworzyć chmury, zasłaniając słynne czterotysięczniki.

Po około 1,4 godziny docieramy do osady Chamole, dokąd dociera kolejka kabinowa z Aosty. Jest to szybsza alternatywa zdobycia Valletty, bo jesteśmy na wysokości 2300 m. Jest to teren popularny wśród rowerzystów zjazdowych.

Zbaczamy z szerokich, narciarskich ścieżek na szlak. Po drodze mijam świstaka, pojawiają się szersze widoki na Alpy Walijskie, rozpoznaję charakterystyczną sylwetkę Matterhornu. Jednak była to krótka chwile z widocznością, bo zaraz chmury zakryły szczyty. Byliśmy chyba w jedynym miejscu a Alpach z ładną pogodą, po stronie szwajcarskiej i francuskiej widać pełne zachmurzenie.

Podejście dość strome, skutecznie wysysa energię, robię częste postoje. Dodatkowo pojawił się widok na rejon Gran Paradiso i la Grivola. tutaj na szczęście nic nie przesłania widoków, Jak wszędzie, widać umierające lodowce, szczególnie znać to na la Grivola.

Ostatni etap, a wysokości ponad 2900 to głazy, lekka ekspozycja i szukanie ścieżki, bo słabo oznaczone plamki, często niewidoczne. W końcu summit – sam szczyt to wbetonowany krzyż, obok którego można sobie usiąść, z tym, że jest bardzo powietrznie i w pierwszej chwili nogi jakby z waty, ale z czasem oswajam się z ekspozycją, Ale i tak trzeba uważać, bo wieje spory wiatr i przy braku ostrożności można polecieć.

Panorama – ekstraklasa alpejska, Mont Blanc i Walijskie trochę przysłonięte, ale i tak jest pięknie. Wejście zajęło około 4 godziny, więc to porządna tura alpejska. Zejście poza granią szczytową przebiegło szybko, łagodne dla kolan, bo szeroka szutrowa droga jest wygodna. Na dole jesteśmy około 17.00 – więc całość to 8 godzin wliczając godzinne szczytowanie, dużo czasu też zajęło fotografowanie, bo jest czemu robić zdjęcia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

9 + 1 =